Coraz więcej mówi się o tym, że dzieci dostają smartfony, a z nimi internet i media społecznościowe, za wcześnie. Niektóre kraje, na przykład Dania, proponują przesunięcie momentu, w którym dzieci dostają własny telefon. Obawy są poważne: badacze łączą rosnący lęk, depresję, problemy z koncentracją i samotność u dzieci z momentem, w którym zaczynają korzystać ze smartfonów, zwłaszcza z mediów społecznościowych. Organizacje takie jak brytyjska Smartphone Free Childhood skutecznie nagłaśniają ten problem.
Za tą debatą stoi pytanie o rozwój dziecka. Co się dzieje, gdy jego świat za wcześnie przenosi się do internetu? Godziny zabawy, kontaktu z rówieśnikami i poznawania okolicy zastępują wtedy przefiltrowane treści i lęk o pozycję w sieci. Dzieciństwo to czas przygotowania do dorosłości. Dzieci przygotowują się w zabawie twarzą w twarz, w sporach i negocjacjach, w nudzie, w wymyślaniu i w kontakcie z prawdziwym światem.
Co zostaje, gdy zabierzemy telefon
Wyobraźmy sobie, że zabraliśmy naszemu dziecku smartfon. Wraca ze szkoły i nie ma z kim się spotkać, bo koledzy są online. Nie chcemy puszczać go samego do parku. W okolicy nie ma miejsca, dokąd mogłoby pójść. Po kilku dniach nudy i złości dziecko wraca do ekranu inną drogą: przez tablet, komputer albo telefon kolegi.
Sam zakaz niewiele zmienia, jeśli dziecko nie dostaje nic w zamian.
Nuda z innymi i nuda w samotności
Dla wielu dzieci smartfon to główne źródło kontaktu z rówieśnikami, rozrywki, wyrażania siebie, a czasem poczucia przynależności. Gdy go zabieramy, zostaje pustka, którą dziecko może odebrać jak karę.
Wszystko zależy od tego, czym ta pustka się wypełni. Nuda w towarzystwie innych dzieci, gdy jest dokąd pójść, prowadzi do zabawy. Nuda w samotności, w pustym pokoju, prowadzi z powrotem do ekranu. Jeśli nie damy dzieciom ciekawej i wartościowej alternatywy, ograniczanie smartfonów prawdopodobnie się nie uda albo przyniesie odwrotny skutek.
Czego dzieci potrzebują
Żeby wyrosnąć na zdrowych, pewnych siebie dorosłych, którzy dobrze radzą sobie z innymi, dzieci potrzebują czegoś więcej niż zakazów. Potrzebują przestrzeni, czasu i swobody, żeby się bawić, spotykać, błądzić i marzyć.
W swobodnej zabawie dzieci uczą się współpracy, radzenia sobie z ryzykiem i emocjami, rozwiązywania problemów i odkrywania własnych zainteresowań. Budują w niej odporność i pewność siebie. A jednak dziś ta forma zabawy zajmuje w ich życiu bardzo mało miejsca.
Ulice zdominowały samochody. Czas po szkole wypełniają zajęcia dodatkowe i lekcje. Rodzice boją się puszczać dzieci same. A wspólne przestrzenie rzadko powstają z myślą o dzieciach.
Jeśli chcemy, żeby dzieci mniej zależały od smartfonów, prawdziwy świat musi stać się dla nich atrakcyjną, bezpieczną i dostępną alternatywą.
Co można zrobić
- Kluby zabawy w szkołach i przedszkolach (dyrektorzy, organizacje). Spotkania po lekcjach albo w weekendy, na których dzieci bawią się spontanicznie. Dorośli są w pobliżu i dbają o bezpieczeństwo, ale nie włączają się do zabawy. Wystarczy wolny czas, bezpieczne miejsce i inne dzieci.
- Bezpieczne przestrzenie na osiedlach (samorządy, spółdzielnie). Strefy uspokojonego ruchu, wydarzenia Play Street i małe zmiany w przestrzeni, jak kosz do koszykówki czy siatka do wspinania, sprawiają, że zabawa na dworze znowu staje się czymś zwyczajnym.
- Więcej zabawy w szkole (dyrektorzy, nauczyciele). Szkoły mogą tak zorganizować przerwy, czas na obiad, a nawet lekcje, żeby było w nich więcej ruchu i wspólnej zabawy.
- Sąsiedzkie sieci rodziców (rodzice, organizacje). Małe grupy rodziców z okolicy umawiają się na wspólne wyjścia na dwór, spacery czy spotkania na zmianę u siebie. To zmniejsza lęk rodziców i daje dzieciom codzienny kontakt z rówieśnikami.
- Zmiana nastawienia (wszyscy). Zabawa jest podstawową potrzebą rozwojową, tak samo jak sen, jedzenie i nauka.
Technologia nie zniknie i nie musi znikać. Ważne, żeby po wyłączeniu ekranu na dziecko czekały błoto, śmiech, zdarte kolana, sprzeczki i spontaniczne gry. Więcej o pomysłach, które już działają, piszemy w artykułach o Playing Out i Let Grow.
